"Alchemik"
"Jedenaście minut"
"Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam"
"Weronika postanawia umrzeć"
"Pielgrzym"
"Demon i panna Prym"
"Brida"
"Piąta góra"
"Czarownica z Portobello"
"Być jak płynąca rzeka"
"Zwycięzca jest sam"
"Walkirie"
"Alef"
Oficjalna strona Paulo Coelho
PL
Strona główna
Zahir - Paulo Coelho

Kolejna książka Paulo Coelho. Bardzo lubię tego pisarza, tym razem pisze o sobie samym. A ja... jak zwykle się czegoś uczę i zmieniam się dzięki jego książkom.

Dlaczego?
Czy warto odpowiadać na to pytanie?
Nie warto. Bo odpowiedź zawiera moją niezdolność do zatrzymania przy sobie ukochanej kobiety.

im piękniejszy świat tym podlej się czuję

Żenię się po raz drugi i po raz trzeci z kobietami, którym ufam, które dają mi poczucie emocjonalnej stabilizacji. Mam to, czego chciałem, lecz odkrywam, że tej wymarzonej stabilizacji towarzyszy okropna nuda.
Następne dwa rozwody. Znowu jestem wolny, ale to tylko złudzenie. Wolność to nie odrzucenie kompromisów, lecz świadomy wybór i zgoda na wszystkie konsekwencje tego wyboru.

I nagle zdarza się cud. Patrzę na kobietę, która siedzi naprzeciw mnie, właśnie zaparzyła kawę i czyta gazetę, ma w oczach zmęczenie i rozpacz, jak zwykle zachowuje się cicho, nie okazuje czułości gestami, patrzę na tę kobietę, która sprawiła, że powiedziałem "tak", chociaż chciałem powiedzieć "nie", zmusiła mnie, żebym walczył o to, co uważała - i miała całkowitą rację - za najważniejsze dla mnie, zgodziła się na długą rozłąkę, bo jej miłość do mnie była większa niż jej miłość do siebie samej, nie pozwoliła, bym minął się ze swoim powołaniem, i sprawiła, że wyruszyłem tropem moich marzeń. Patrzę na tę kobietę, jeszcze prawie dziewczynę, której oczy mówią więcej niż usta, spokojną, często w duszy przestraszoną, ale zawsze odważną w działaniu, która kocha nie poniżając się, nie prosząc o wybaczenie, patrzę, jak walczy o swojego mężczyznę - i nagle moje palce zaczynają stukać w klawiaturę.
Pierwsze zdanie. Drugie.

Wystarczy być czujnym, lekcje zawsze przychodzą, kiedy jesteśmy na nie gotowi, i jeśli zwracasz uwagę na znaki, dowiesz się wszystkiego, co jest Ci potrzebne, aby postawić następny krok.
Człowiek ma w życiu dwa duże dylematy: jeden to wiedzieć, kiedy zacząć, a drugi - wiedzieć, kiedy skończyć.

- Nie mogę powiedzieć, że wszyscy są nieszczęśliwi. Wiem, że są bez przerwy zajęci; harują po godzinach, wychowują dzieci, dbają o współmałżonka, ubiegają się o dyplomy, walczą o karierę, snują plany na przyszłość, zastanawiają się, co trzeba kupić, co trzeba mieć, żeby nie czuć się gorszym, i tak dalej. Szczerze mówiąc, niewiele osób wyznało mi wprost: "Jestem nieszczęśliwy". Większość zapewniała: "Mam się świetnie, osiągnąłem wszystko, co chciałem". Wtedy pytałam: "Co takiego czyni cię szczęśliwym?", i słyszałam w odpowiedzi: "Mam wszystko, co można sobie wymarzyć - rodzinę, dom, pracę, zdrowie". Drążyłam więc dalej: "Czy zatrzymałeś się kiedyś, żeby pomyśleć, czy o to tylko w życiu chodzi?". "Tak, tylko o to chodzi" - zapewniali. "A więc sens życia to praca, rodzina, dzieci, które urosną i pewnego dnia odejdą, żona czy mąż, którzy z biegiem lat stają się bardziej przyjaciółmi niż kochankami, praca, która skończy się pewnego dnia. I co wtedy zrobisz?". Odpowiedzi nie ma. Zmieniają temat.
Tak naprawdę odpowiadają: "Kiedy moje dzieci dorosną, kiedy moja żona czy mój mąż stanie się bardziej przyjacielem niż namiętnym kochankiem, kiedy przejdę na emeryturę, wreszcie będę miał czas, żeby robić to, o czym zawsze marzyłem: wyruszę w podróż".
Pytanie: "Przecież powiedziałeś, że jesteś teraz szczęśliwy. Czy nie robisz tego, o czym zawsze marzyłeś?". Wtedy mówią, że są bardzo zajęci, i zmieniają temat.
Jeśli nie daję za wygraną, zawsze w końcu przyznają, że czegoś jednak im brak. Właściciel firmy nie zrobił jeszcze interesu życia, gospodyni domowa chciałaby mieć więcej niezależności albo pieniędzy, zakochany boi się, że straci dziewczynę, absolwent uczelni zadaje sobie pytanie, czy to on wybrał karierę, czy raczej ktoś wybrał za niego, dentysta wolałby być piosenkarzem, piosenkarz politykiem, polityk pisarzem, a pisarz rolnikiem. I nawet kiedy spotykałam kogoś, kto robił to, co chciał, on też miał smutek na dnie serca. Nie znalazł spokoju.

on - Nie kochasz mnie?
ona - Bardziej niż wczoraj i mniej niż jutro

Miłość jest dziką siłą. Kiedy próbujemy ją okiełznać, pożera nas. Kiedy próbujemy ją uwięzić, czyni z nas niewolników. Kiedy próbujemy ją zrozumieć, miesza nam w głowach.

A my kochamy dziś tak, że za każdą minutę spokoju płacimy godziną udręki.

Jedynie miłość pobudza umysł i siły twórcze, oczyszcza i uwalnia.

Jeśli ktoś potrafi kochać bezwarunkowo i bezgraniczne, jest to przejaw boskiej miłości. Kiedy przemawia przez niego boska miłość, kocha bliźniego. Jeśli zaś będzie kochał swojego bliźniego, pokocha i siebie. A kiedy pokocha się siebie, wszystko wróci na swoje miejsce. Wtedy uda się odmienić historię.

Musisz zrozumieć, że trzeba spotkać się nie tylko z jej ciałem, ale także z jej duszą.

...odkryjesz, a raczej uświadomisz sobie trzy ważne sprawy. Po pierwsze: w chwili, kiedy człowiek postanowi zmierzyć się z problemem, odkrywa, że ma na to o wiele więcej siły, niż przypuszczał. Po drugie: energia i mądrość pochodzą z tego samego nieznanego źródła, które zazwyczaj nazywamy Bogiem. Przez całe życie, odkąd wszedłem na drogę, którą uważam za własną, próbuję oddawać cześć tej energii, podłączać się do niej każdego dnia, kierować się znakami, uczyć się robiąc coś, a nie tylko myśląc, że robię. Po trzecie: nikt nie jest samotny w swoich troskach. Zawsze istnieje ktoś, kto martwi się, cieszy albo tak samo cierpi jak ty. To dodaje ci sił, żeby stawić czoło wyzwaniom.
- Czy to dotyczy także cierpienia z miłości?
- To dotyczy wszystkiego. Jeśli przyszło cierpienie, lepiej je przyjąć, bo nie zlikwidujesz go, udając, że go nie ma. Jeśli przyszła radość, lepiej ją przyjąć, niż bać się, że pewnego dnia się skończy. Są ludzie, którzy spełniają się tylko dzięki poświęceniu i wyrzeczeniom. Są tacy, którzy czują się częścią ludzkości tylko wtedy, kiedy myślą, że są szczęśliwi. Ale dlaczego właściwie o tym mówimy?
- Bo jestem zakochana i boję się cierpienia, które może mnie czeka.
- Nie bój się. Jedyny sposób na uniknięcie tego cierpienia to nie kochać w ogóle.

Gdy tylko wróciłam do domu, rozpoczęło się przesłuchanie. Był sam? Tak. Nie ma żadnej kobiety? Nie. Piliście coś? Piliśmy. Dlaczego nie chcesz o tym ze mną rozmawiać? Przecież rozmawiam! Byliście sami w domu w górach, w romantycznej scenerii, prawda? Tak. I mimo to nic między wami nie zaszło? Nic. Sądzisz, że w to uwierzę? A dlaczego miałbyś nie wierzyć? Dlatego że to jest wbrew ludzkiej naturze - mężczyzna i kobieta, którzy są sam na sam, piją wino i opowiadają sobie najskrytsze sekrety, muszą wylądować w łóżku!
Zgadzam się z mężem. To rzeczywiście wbrew temu, co nam wpojono. On nigdy mi nie uwierzy, choć to szczera prawda. Od tej pory nasze życie zamieniło się w istne piekło. Wiem, że w końcu to minie, ale te męczarnie niczemu nie służą. Cierpimy, bo nam wmówiono, że kiedy mężczyzna i kobieta podobają się sobie, to przy sprzyjających okolicznościach zawsze kończą w łóżku.

W jakimś momencie pojawił się ktoś, kto zdecydował: W chwili zawarcia małżeństwa wiążecie się na resztę życia. Odtąd będziecie szli obok siebie, jak dwie szyny kolejowe, według dokładnego wzorca. Nie będziecie mogli nic zmienić, ani się od siebie oddalić, ani przybliżyć. Reguły mówią jasno: bądźcie rozsądni, myślcie o dzieciach, o przyszłości, musicie być jak dwie szyny, które zachowują między sobą taką samą odległość na stacji początkowej, w połowie drogi i na stacji końcowej. Nie pozwalajcie, by wasza miłość się zmieniała, żeby rosła na początku albo malała w środku - to zbyt ryzykowne. Tak więc, po euforii pierwszych paru lat macie utrzymać tę samą odległość, tę samą trwałość, tę samą funkcjonalność. Jesteście tu po to, aby pociąg przedłużania gatunku jechał ku przyszłości. Wasze dzieci będą szczęśliwe, pod warunkiem że będziecie pozostawać w odległości stu czterdziestu trzech i pół centymetra od siebie. A jeśli nie jesteście zadowoleni z tego niezmiennego trwania, myślcie o potomstwie, które wydaliście na ten świat.
Pamiętajcie o sąsiadach. Pokażcie im, że jesteście szczęśliwi, że w niedzielę rozpalacie grilla, wieczorami oglądacie telewizję, wspieracie lokalną społeczność. Niech wszyscy widzą, w jak doskonałej harmonii żyjecie. Nie rozglądajcie się na boki, bo a nuż napotkacie czyjś wzrok, a to już stwarza pokusę i może doprowadzić do kryzysu małżeństwa, rozwodu, depresji.
Uśmiechajcie się do zdjęć. Poustawiajcie rodzinne fotografie w salonie tak, aby wszyscy je widzieli. Odchudzajcie się, uprawiajcie sport - przede wszystkim uprawiajcie sport, byście mogli pozostać sklejeni ze sobą przez resztę życia. Kiedy sport już nie pomaga, zafundujcie sobie operację plastyczną. I nigdy nie zapominajcie o regułach, które zostały ustalone i których trzeba bezwzględnie przestrzegać. Kto je ustanowił? To nie ma znaczenia, nie zadawajcie takich pytań, reguły i tak będą obowiązywać zawsze, czy się wam to podoba, czy nie.

- Brakuje ci dzieci?
- Nie mamy dzieci. Jak może mi brakować czegoś, czego nigdy nie miałam?
- Sądzisz, że dzieci zmieniłyby coś w naszym małżeństwie?
- Skąd mam wiedzieć? Patrząc na znajomych, zastanawiam się, czy są szczęśliwsi z powodu posiadania dzieci. Jedni tak, inni nie bardzo. Mogą być szczęśliwsi z dziećmi, ale to ani nie poprawiło, ani nie pogorszyło relacji między nimi. Wciąż sądzą, że mają prawo sprawdzać się nawzajem. Wciąż myślą, że muszą dotrzymać obietnicy "być zawsze szczęśliwym małżeństwem", nawet za cenę nieszczęścia na co dzień.

- wiem, że pewnego dnia umrę, więc przeżywam każdy dzień tak, jakby był cudem. Ale to nie znaczy, że muszę bez przerwy myśleć o miłości, szczęściu, seksie czy małżeństwie.
- Na wojnie się nie myśli. Po prostu istnieję i kropka. Wiem, że w każdej chwili może mnie trafić zabłąkana kula i myślę sobie: "Jak dobrze, że nie muszę się martwić o to, co stanie się z moim dzieckiem". Ale myślę także: "Szkoda, umrę i nic po mnie nie zostanie. Umiałam tylko stracić życie, a nie umiałam nikomu go dać".

"Wierzę w znaki. Po mojej pielgrzymce do Santiago wszystko diametralnie się odmieniło. To, czego szukamy, znajduje się zawsze w zasięgu naszego wzroku, wystarczy rozglądać się wokół uważnie i w skupieniu, żeby odkryć, dokąd Bóg chce nas zaprowadzić i w którą stronę najlepiej iść. Nauczyłem się także szanować tajemnicę. Jak mówił Einstein, Bóg nie gra w kości ze wszechświatem, wszystko się ze sobą łączy i ma jakiś sens. Choć ten sens niemal przez cały czas pozostaje ukryty, możemy poznać, że zbliżamy się do naszej prawdziwej misji na tej ziemi, kiedy energia entuzjazmu towarzyszy naszym działaniom.
Jeśli tak jest, to świetnie. Jeśli jej nie ma, lepiej zmienić kurs.
Kiedy jesteśmy na dobrej drodze, kierujemy się znakami i czasem zrobimy niewłaściwy krok, wtedy Bóg spieszy z pomocą i chroni nas przed popełnieniem błędu

Jak więc uniknąć popełnienia tych samych błędów?
Poznać lepiej samego siebie, dowiedzieć się, co się zmieniło, co spowodowało to zatrzymanie w drodze, dotąd zawsze radosnej.
Czy to wystarczy?
Nie, muszę się także dowiedzieć, kim była Ester - jakie zmiany w niej zaszły podczas naszego wspólnego życia.
Czy wystarczy odpowiedzieć na te dwa pytania? Brakowało jeszcze trzeciego: dlaczego los nas połączył?

Trzeba umieć zauważyć, kiedy jakiś etap życia dobiega końca. Zakończyć cykl, zatrzasnąć drzwi, zamknąć rozdział - nieważne, jak to nazwiemy, ważne, żeby zostawić za sobą to, co już minęło. Powoli zaczynało do mnie docierać, że nie mogę cofnąć się w przeszłość, że nic już nie będzie takie samo jak wcześniej. Teraz dopiero zaczynałem rozumieć, że te dwa lata, które wydawały mi się potwornym piekłem, miały swój sens.
Każdy mężczyzna i każda kobieta połączeni są energią, którą wielu nazywa miłością, ale tak naprawdę to pierwotna materia, z której zbudowany jest wszechświat. Tą energią nie można manipulować, to ona nas łagodnie prowadzi, z niej płynie cała nasza mądrość. Kiedy próbujemy nagiąć ją do naszych pragnień, kończy się to rozpaczą, frustracją i rozczarowaniem, bo ta energia jest wolna i nieokiełznana.
Spędzimy resztę życia, wmawiając sobie, że kochamy kogoś lub coś, podczas gdy tak naprawdę cierpimy, bo zamiast przyjąć moc tej energii, umniejszamy ją, dopasowując do naszych wyobrażeń o świecie.

...bo kiedy nie zamkniemy jakiegoś etapu, nie możemy przejść do następnego.

Dlatego tak ważne jest, aby pozwolić pewnym rzeczom odejść. Uwolnić się od nich. Odciąć. Zamknąć cykl. Nie z powodu dumy, słabości czy pychy, ale po prostu dlatego, że na cos już nie ma miejsca w twoim życiu. Zamknij drzwi, zmień płytę, posprzątaj dom, strzepnij kurz. Przestań być tym, kim byłeś. Bądź tym, kim jesteś.
Musisz zrozumieć, że to nie jest gra znaczonymi kartami. Raz wygrywamy, raz przegrywamy. Nie oczekuj, że inni ci cos zwrócą, docenią twój wysiłek, odkryją twój geniusz, odwzajemnią twoją miłość.

W nieudanych małżeństwach, kiedy jedno z dwojga się zatrzymuje, drugie zmuszone jest zrobić to samo. A kiedy on lub ona czeka, w ich życiu pojawiają się kochankowie lub kochanki, działalność dobroczynna, nadopiekuńczość wobec dzieci, pracoholizm czy inne nałogi. Byłoby o wiele prościej porozmawiać otwarcie o sprawie, nie dać za wygraną, krzyczeć: "Zróbmy coś z tym, ruszmy do przodu, przecież umieramy z nudy, ze zmartwienia, ze strachu!"

...cierpienie rodzi się wtedy, gdy oczekujemy, że inni będą nas kochać tak, jak to sobie wymyśliliśmy, a nie tak jak naprawdę powinna objawiać się miłość, która jest wolna i nieujarzmiona, porywa nas swoją siłą i nie pozwala nam się zatrzymać.

Strona główna